I pra realnych bandytaŭ, i pra kryvarukaha Kościu-plitačnika, i pra seks u ciahniku. Žurnalistka z Homiela napisała knihu — čytać jaje strašna i śmiešna
Jaje hieroi — mantažniki, biazdomnyja, vypadkovyja spadarožniki, pacyjenty balnic, śviatary, hrešniki i sama aŭtarka: razdražnionaja, iraničnaja i niedaskanałaja.

Žurnalistka Alena Hiermanovič piatnaccać hadoŭ adpracavała ŭ BiełaPAN: pisała pra sudy, złačynstvy, historyi ščaścia i niaščaścia. Paśla razhromu ahienctva i adjezdu ź Biełarusi jana sabrała svaje nazirańni, uspaminy i raniej apublikavanyja teksty ŭ debiutnuju knihu «Strašna i śmiešna», jakaja vyjšła ŭ vydaviectvie «Hutenbierh».
Jaje hieroi — mantažniki, biazdomnyja, vypadkovyja spadarožniki, pacyjenty balnic, śviatary, hrešniki i sama aŭtarka: razdražnionaja, iraničnaja i niedaskanałaja. My pahavaryli z Alenaj pra ludziej, jakich zvyčajna nie zaŭvažajuć, śmiech jak sposab pieražyć strašnaje, vieru biez uračystaści i Biełaruś, jakaja z adlehłaści ŭžo zusim nie zdajecca śmiešnaj.

«Napišu vykryvalnicki artykuł i dumaju: Boža, što ja znoŭ narabiła?»
— Alena, jašče ŭ 2017 hodzie vy kazali: «Ja pamiraju z sumu. A kali napišu jaki rezki ci vykryvalnicki artykuł — pamiraju sa strachu». Ci nie z toj frazy praź dzieviać hadoŭ vyrasła nazva «Strašna i śmiešna»?
— Chutčej za ŭsio, tak, ź jaje. Nasamreč heta pierafrazavanaja dumka piśmieńnika Kurta Voniehuta: jon kazaŭ, što ludzi pamirajuć abo z sumu, abo sa strachu. Mnie heta vielmi blizka.
Ja, naprykład, bajusia vyšyni, ale pačała zajmacca skałałazańniem. Spačatku było strašna, zatoje bieź jaho zrabiłasia b sumna. Fitnes, piłates, bieh — zusim nie majo, a ŭ skałałazańni ja siabie znajšła, chaj i nie jak spartoŭka, a jak fizkulturnica.
Z žurnalistykaj było hetak ža. Napišu niejkaje rasśledavańnie — i paśla vychadu pačynajucca paničnyja ataki. Dumaju: «Boža, bolš nikoli nikoha nie budu vykryvać. Budu pisać pra kulturu, muzyku i teatr». Minaje čas — robicca nievynosna sumna. I ja znoŭ lezu ŭ niejkuju vostruju historyju.

Pamiataju materyjał pra dziedaŭščynu ŭ bieraściejkaj vajskovaj čaści. Ja pajechała tudy, nie pradstaŭlałasia žurnalistkaj, razmaŭlała z chłopcami, rabiła zdymki ich pabitych ruk i noh. Usio zapisała, adpraviła ŭ BiełaPAN i adrazu padumała: «Što ja znoŭ narabiła? Zaŭtra pryjedzie kamandzir čaści i prybje mianie». Voś hetaje spałučeńnie strachu i niemahčymaści žyć biez ryzyki, napeŭna, taksama zastałosia ŭ naźvie knihi.
— Šmat hadoŭ vy pisali pra sudy, ludziej u biadzie. Što takaja praca zrabiła z vašym ujaŭleńniem pra čałavieka?
— Ludzi zaŭsiody byli mnie cikavyja. Asabliva vypadkovyja. Jedzieš u Rečycu ci Viciebsk, sadzišsia ŭ ciahnik — i zachodziać babki, niejkija krychu nie ŭ sabie ludzi. Čałaviek moža dźvie hadziny raskazvać, što jon jeŭ: spačatku jabłyčak, potym sała, morkvu, kaŭbasu. Zdavałasia b, što tut cikavaha? Ale mnie padabajecca słuchać, jak čałaviek buduje z hetych detalaŭ svajo žyćcio.
Kali ja žyła ŭ Homli, to časam vychodziła z domu nie pa pradukty, a pa nazirańni. Niemahčyma było prosta schadzić pa małako ci sasiski. Adnojčy ŭbačyła čałavieka, jaki lažaŭ pjany kala prajeznaj častki. Padumała, što jaho źbiła mašyna, pabiehła padymać. I tut na mianie nakinułasia pjanaja žančyna: pačała abražać, chapać za kurtku, kryčać, što ja čaplajusia da jaje mužyka i jana mnie pavydziraje vałasy. Vyjšła pa małako — viarnułasia z historyjaj.

Ja doŭha zanatoŭvała takija rečy. Mnie zdavałasia: «Chto ja takaja, kab heta publikavać?» Byŭ mocny sindrom samazvanki.
— I što dapamahło jaho pieraadoleć?
— Nie viedaju, ci pieraadoleła ja jaho. Prosta pobač byli ludzi, jakija pastajanna kazali, što mnie treba vydać knihu: Śviatłana Kurs, moj muž, blizki ispanski siabar. Usie razmovy ź imi ŭrešcie zvodzilisia da adnaho: «Tabie treba zrabić knižku». Kali ja časova zastałasia biez pracy i źjaviŭsia volny čas, vyrašyła sabrać teksty da kupy. Choć by dziela taho, kab jany narešcie ad mianie adčapilisia.
— Častka hetych tekstaŭ raniej vychodziła ŭ vašym błohu na «Radyjo Svaboda» i ŭ sacyjalnych sietkach, tak?
— Kali ja pracavała žurnalistkaj, u mianie nie było času sieści, usio pierahledzieć i sabrać. Teksty lažali na kampjutary niejkimi šmatkami. Tak, niekatoryja teksty publikavalisia raniej. Ale ja nie baču ŭ hetym pieraškody. Ja ich napisała, značyć, maju prava zabrać nazad i skłaści ź ich knihu.
— Na vokładcy Śviatłana Kurs acaniła knihu i dała partret aŭtarki: «Kali vy spaznali ŭsiu žorstkaść i žachi žyćcia i zdoleli nie zakryčać, schapiŭšysia za hałavu, a kpliva zaśmiajacca — vy Alena Hiermanovič. Jana takaja». Ci paznali vy siabie ŭ hetym apisańni?
— Tak. My byli dobra znajomyja, jeździli adna da adnoj, šmat razmaŭlali. Dumaju, Śviatłana dobra razumieła moj skieptyčny, navat čorny pohlad na śviet.
Niejak ja skazała Śviatłanie, što chacieła b być niečym nakštałt Pabła Eskabara. Viadoma, nie ŭ sensie zabivać ludziej, mianie pryvablivała chutčej chulihanskaja, bandyckaja ramantyka. Mahčyma, tamu, što ja rasła ŭ dzievianostyja. Jana skazała, što nie choča być Pabła Eskabaram, a choča sumlenna chadzić na pracu i sumlenna zarablać svaje nievialikija hrošy.
Kali Śviatłana čytała knihu, jana ŭžo chvareła. Kazała, što rahatała, dziakavała mnie.

«Zvyčajnyja ludzi mnie niecikavyja»
— Ci źmianiali vy realnyja abstaviny historyj, pra jakija pišycie dziela dramaturhii? Nakolki ŭvohule ŭsio, što napisana, — praŭdziva?
— Mnie zdajecca, tam usio praŭda. Niedzie mahła schibić pamiać, niešta mahło zastacca nie zusim dakładna, ale ŭsie hetyja historyi adbyvalisia.
Ja dumała, ci mahła b napisać raman, i zrazumieła, što naŭrad ci. U mianie niama fantazii. Ja mahu pisać tolki pra toje, što bačyła i adčuvała.

— Jakaja historyja z knihi dla vas samaja śmiešnaja, a jakaja — samaja strašnaja?
— Samaja śmiešnaja, napeŭna, pra Kościu, jaki kryva pakłaŭ kaflu na kuchni, ale byŭ upeŭnieny, što trapić u raj, bo ničoha drennaha nie zrabiŭ. Ja hladzieła na hetuju kaflu i dumała: «Ty navat jaje narmalna pakłaści nie zmoh i ŭžo sabraŭsia ŭ raj?» Da taho ž jon chacieŭ skraści trubu i zrabić ź jaje samahonny aparat.
Samaja strašnaja — pra pachavańnie maleńkaj dziaŭčynki, jakuju zabiła trynaccacihadovaja dziaŭčyna. Mnie samoj tady było trynaccać, i ja nie mahła zrazumieć, jak dzicia moža zadumać zabojstva, schavać cieła i ślady. Praz šmat hadoŭ ja vypadkova sutyknułasia ŭžo z historyjaj dački toj dziaŭčyny-zabojcy. Hetaje dziŭnaje viartańnie minułaha mianie vielmi ŭraziła.
— Vašy hieroi nie vydumanyja. Jany jechali z vami ŭ kupe, lažali ŭ balnicy, rabili ramont, sustrakalisia ŭ vioscy. Jak by jany na vašu dumku adreahavali na toje, što stali hierojami vašaj knihi?
— Naŭrad ci hetyja ludzi čytajuć knihi. Tym bolš kniha nie pradajecca ŭ Biełarusi. Mianie heta nie vielmi chvaluje, bo ja nie padavała ich asabistych źviestak.
Historyju pra zabojstva dziaŭčynki ja ličyła važnaj jašče i tamu, što jana nidzie nie zastałasia. Ja šukała imia, proźvišča — ničoha nie znachodziła. Pra jaje nie napisali ni ŭ padručnikach pa kryminałohii, ni ŭ internecie. Mnie padałosia niespraviadlivym, što takaja historyja źnikła.
Što da astatnich: naŭrad ci toj mantažnik, jaki jechaŭ sa mnoj u ciahniku, čytaje knihi pa-biełarusku. A kali Kościa siabie paznaje — chaj paznaje. Plitku treba było lepš kłaści.
— Ale ci nie hučyć heta pahardliva: maŭlaŭ, maje hieroi ŭsio roŭna knih nie čytajuć, tamu ja mahu pisać pra ich?
— Ja nie liču, što hladžu na ich źvierchu ŭniz. Naadvarot, ja adčuvała da takich ludziej simpatyju. Mnie niecikava pisać pra zorak ci ludziej ź niejkimi vialikimi dasiahnieńniami. Mianie čaplajuć tyja, chto robić abo kaža niešta niečakanaje.
Kala kaścioła ŭ Homli zaŭsiody źbiralisia biazdomnyja. Ja ich viedała, jany viedali mianie. Adnojčy ja siadzieła ŭ letniaj kaviarni z teatralnym režysioram. My razvažali pra pastanoŭku, mietafary, epitety — i tut padychodziać dvoje pjanych biazdomnych: «Alonka, pryviet!» Mnie stała strašenna niajomka.
A jany dastali sa svaich miachoŭ pałamanyja zavušnicy, piarścionki, niejkija hadzińniki i pačali prapanoŭvać: «Alonka, vaźmi sabie što-niebudź, my dla ciabie staralisia». Ja siadžu i dumaju: «Boža, kaho jany abrabavali?» Ale adnačasova heta było kranalna: biazdomny čałaviek pryjšoŭ i prynios tabie padarunak.
Ja pisała pra ludziej, jakija mianie začapili. Nie chaču, kab heta prahučała hanarliva, ale zvyčajnyja ludzi mnie sapraŭdy niecikavyja. Byvaje, sustrakaješsia z čałaviekam i ŭžo razumieješ, što druhi raz sustrakacca nie chočacca. A hetyja ludzi zaŭsiody kazali ci rabili niešta niečakanaje.
Mahčyma, u mianie źbity fokus. Mahčyma, praź jaho Biełaruś vyhladaje krainaj absurdu, niaščaścia i dzivactvaŭ. Ale ja baču jaje tak, i nie źbirajusia saromiecca, što nie pakazała ŭ knizie zorak, palitykaŭ ci ŭzornych hierojaŭ.
Palitykaj ja zajmałasia pieravažna pa pracy. Kali siabry prychodziać da mianie i pačynajuć pra Łukašenku abo Pucina, ja kažu: «Nie, nie ŭ majoj chacie. Raskažy lepš, jak tvaja žonka, jak dačka pajšła ŭ škołu». Čałavieku čamuści praściej hadzinami razvažać pra Łukašenku, čym raskazać pra ŭłasnaje dzicia. A mnie cikavaje mienavita hetaje pryvatnaje žyćcio.
— U historyi pra psichijatryčnuju balnicu ironija ŭźnikaje pobač z čužoj chvarobaj i biezabaronnaściu. Ci jość ludzi i temy, ź jakich iranizavać i śmiajacca nielha?
— Viadoma, jość. Ale ŭ historyi pra balnicu ja pisała najpierš pra siabie. Ja nie adździalała siabie ad inšych pacyjentaŭ: nie dumała, što maja chvaroba «narmalnaja», a ich — «nienarmalnyja». My ŭsie byli ŭ adnoj situacyi, usie ciarpieli sanitarak, ludziej u biełych chałatach i balničnyja praviły.
My navat zładzili maleńkuju revalucyju, bo nam nie dazvalali palić. Chadzili i kryčali: «My niervovyja! Nam palić treba!» Nam prapanavali čatyry vychady na dzień, my zapatrabavali šeść — i damahlisia šaści. Mnie heta zapomniłasia jak niešta śmiešnaje. Ja śmiajusia nie ź ludziej, a z absurdu situacyi, u jakoj sama znachodžusia razam ź imi.
«Moj śmiech — heta abarona»
— Vy zajaŭlajecie, što kniha pryśviečanaja ludziam, jakich nichto nie zaŭvažaje. Ale čym dalej čytaješ, tym bolš razumieješ: jaje hałoŭnaja hierainia — Alena Hiermanovič. Ciažka było pakazać siabie razdražnionaj, złoj i zusim nie hieraičnaj?
— Nie. Ja tak siabie i adčuvaju. Adnojčy ja išła z kaścioła paśla spoviedzi vielmi złosnaja — na siabie, na Boha, na śviatara, na ŭvieś śviet. Išła pa vulicy i płakała. Potym padumała: «Boža, staraja ciotka idzie i ravie, ludzi hladziać». A paśla razzłavałasia ŭžo na hetuju dumku i skazała sabie: «Jak dobra, što ja — heta ja, a nie niechta inšy».
U toj momant ja nibyta pryniała siabie: ź nieparadkam u hałavie, hrachami, słabaściami, dobrymi i drennymi rysami. Padumała: «Dobra, što ja — heta ja, a nie niechta inšy». Tady i napisała svoj «Psałom». Apublikavała jaho ŭ Facebook, i jon mnohim spadabaŭsia, bo tam była samaironija. Nie historyja pra toje, što ja staju ŭ biełym palito, a vakoł usie vinavatyja.
— U knizie śmiech vyhladaje jak vaša hałoŭnaja zbroja. Na kaho jana nakiravanaja?
— Dla mianie śmiech — nie zbroja, a abarona. Śviet byŭ niezrazumieły mnie ź dziacinstva. Ja šmat čaho nie razumieła, a spytać nie było ŭ kaho. Ciapier čym daŭžej žyvu, tym mienš razumieju.

Kali niešta ranić, kryŭdzić ci pałochaje, ja pačynaju žartavać. Heta ironija i samaironija, sposab abaranić psichiku. Apošnim časam hora nadta šmat: prychodziać naviny, što siabar zahinuŭ va Ukrainie, niechta pamior, jašče kahości nie stała. Z samoj śmierci ja, viadoma, nie śmiajusia. Ale biez čornaha humaru časam niemahčyma vytrymać usio, što adbyvajecca navokał. Pryčym samyja žorstkija žarty ja ŭ knihu nie ŭklučała.
Zamović knihu «Strašna i śmiešna» možna tut. Jość i elektronnaja viersija vydańnia
Boh, klanovy list i «paskudny seks» u ciahniku
— U knizie vy iranizujecie z kaścioła, śviataroŭ i ŭłasnaj viery. Pry hetym Boh u vas vielmi svojski: ź im možna svarycca, razmaŭlać pra cukierki i pamidory. Heta taja viera, ź jakoj vy vyraśli ŭ Radnikach?
— Nie, jana sfarmiravałasia paźniej. U kaścioł ja pačała chadzić hadoŭ u adzinaccać-dvanaccać. Nas vučyli malitvam pa-polsku, bo biełaruskich śviataroŭ nie było. Treba było vyvučyć kala piacidziesiaci pytańniaŭ katechizisa. Dzieci nie abaviazkova byli hłyboka viernikami — časta prosta chadzili razam ź siabrami. Maje baćki ŭ kaścioł nie chadzili, a ja chadziła, bo chacieła być ź siabroŭkami.
Potym piatnaccać ci dvaccać hadoŭ nie chadziła zusim. Viarnułasia, kali sustreła dobraha śviatara, jaki moh pryniać maju ironiju, paśmiajacca i paspračacca sa mnoj. Da hetaha ź biełaruskimi śviatarami ŭ mianie časta byli kanflikty, mnie zdavałasia, što jany mianie nie lubiać.
Adnojčy ja vyjšła z kaścioła vielmi złosnaja na śviatara i na Boha. Išła i dumała słovami Anatola Sysa ź jahonaha vierša: «Jaki ž tady Boh, kali słužki — źviary?» U hety momant mnie prosta na ruku ŭpaŭ idealny klanovy list. Ja razhladała jaho pražyłki i raptam zrazumieła, što heta adkaz. Chto moh prydumać i zrabić takuju daskanałuju reč?

— U pradmovie knihi vy dražnicie čytača abiacańniem, što ŭ knizie budzie tolki adzin «paskudny seks u ciahniku na nižniaj palicy», a potym nazyvajecie ceły raździeł «Narešcie pra seks». Čamu heta historyja vas tak začapiła?
— Ja nie razumieła, jak možna zajmacca takimi rečami ŭ hramadskim miescy. Kali viarnułasia z pajezdki i napisała pra heta ŭ Facebook, mnohija pačali mianie asudžać: maŭlaŭ, ty jašče maładaja, a pavodziš siabie jak manaška, padumaješ — seksu nie bačyła.
Mianie heta jašče bolš razzłavała, i ja napisała razhornutuju historyju. Ja nie paklikała pravadnicy, nie stała kryčać i patrabavać, kab jany razyšlisia. Prosta abliła ich vadoj i skazała, što heta maja mača.

«Nichto nie kidaje tabie rybu ŭ tvar — i mnie sumna»
— Vy sustrakali hierojaŭ svajoj knihi ŭ roznych časach i prastorach, ale ŭsie jany — da 2020 hoda. Ci moža źjavicca praciah pra biełarusaŭ u emihracyi? Vam u Polščy taksama chočacca padsłuchoŭvać ludziej u čerhach, ciahnikach i kaściołach?
— Na žal, ciapier u mianie ŭ Polščy vielmi sumnaje žyćcio. Nie skažu, što tut drennyja ludzi, prosta heta nie majo — hetak ža, jak nie majo i žyćcio ŭ Ispanii.
Ja žyvu ŭ nievialikim horadzie, dzie ŭsio standartna. Prychodziš u kramu: «Dzień dobry», «dziakuj», «vielmi prašu». Nichto nie złujecca, nichto nie kidaje tabie rybu ŭ tvar. Nijakaj pryhody.
Niadaŭna pračytała ŭ miascovaj hrupie, što ŭ viaskovaj kramie niepadalok pracuje strašennaja chamka. My adrazu sieli ŭ mašynu i pajechali tudy. Zachodžu, a jana ŭśmichajecca: «Dzień dobry, vielmi prašu». Dumaju: «Blacha-mucha, znoŭ abłom».
— Dla kaho napisanaja «Strašna i śmiešna»?
— Ja pisała knihu dla siabie. Ja ehaistyčny čałaviek i ŭsio rablu najpierš dla siabie. Navat kali dapamahaju biednym, razumieju, što i heta rablu dla siabie, bo mnie važna zrabić niešta dobraje. Zrešty, mahu zrabić i kiepskaje — napisać niejkuju hadaść, kali mnie drenna.
Ale čytačy jość. Na prezientacyju ŭ Varšavie pryjšło kala piacidziesiaci čałaviek, knihi kuplali, potym źjavilisia dobryja vodhuki. Mnie chaciełasia, kab kniha čytałasia lohka, kab u joj było bolš zabaŭlalnaha. Hora ŭ biełaruskim žyćci i tak dastatkova.

Niekatoryja nazyvali knihu biasstrašnaj. Nie viedaju, čamu.
— Mahčyma, tamu što vy pakazali ŭ joj siabie jakoj vy jość?
— Moža być.
— U knizie vy zaprašajecie čytača ŭ «strašna-śmiešny kłub dla svaich». Chto hetyja «svaje»?
— Biełarusy. I ciapier najpierš biełarusy ŭ emihracyi. Ja nie mahu viarnucca ŭ Biełaruś: tam na mnie visić kryminalnaja sprava. Za apošnija hady ŭ majoj chacie pierabyvała stolki biełarusaŭ, što ja ŭsich nie paliču. Kamuści treba było pieranačavać, niechta zastaŭsia biez pracy, hrošaj ci žylla. Ja kazała: «Pryjazdžaj, pažyvieš u mianie». Ludzi pryjazdžali, i my stanavilisia siabrami.
Paśla pačatku poŭnamaštabnaj vajny ŭ mianie taksama žyło šmat ludziej. Ciapier my jak siamja: razam sustrakajem Novy hod, jeździm u hory, zaprašajem adno adnaho na śviaty. Ludzi viedajuć, što da mianie možna pryjechać i adpačyć.

— Jakoj Biełaruś vyhladaje siońnia z adlehłaści: bolš strašnaj ci bolš śmiešnaj?
— Bolš strašnaj. Represii nie spyniajucca, ludzi siadziać u turmach, ich zvalniajuć z pracy. Idzie vajna: adny biełarusy vajujuć za Ukrainu, druhija — za Rasiju, i ŭsie hinuć.
Ja baču maładuju pryhožuju žančynu, jakaja ŭžo šeść hadoŭ čakaje muža z turmy. U jaje navat dumki niama, kab znajści inšaha čałavieka. Uvieś čas: «Dzima, Dzima, Dzima», — listy, čakańnie, spatkańni. Dla mianie takija ludzi śviatyja.
U kahości čaćviora ci piaciora dziaciej, čałavieka zvolnili, jon vymušany pracavać prybiralščykam. Pa ŭsim hramadstvie raskidanyja takija ciažkija historyi. Tamu ja ŭžo nie mahu skazać, što Biełaruś ciapier śmiešnaja.
— U biełaruskaj litaratury vam nie chapaje śmiechu?
— Jość aŭtary, jakija pišuć śmiešna. Ale voś, naprykład, Bacharevič — hienijalny piśmieńnik, adnak asabista mianie jon zahaniaje ŭ depresiju. Jaho talent mianie prosta zabivaje. Paśla «Dziaciej Alindarki» ŭ mianie była takaja žorstkaja depresija, što nie chaciełasia vychodzić na vulicu. A paśla «Sabak Jeŭropy» ja ŭvohule była ŭ prastracyi — heta vielmi ciažkaja dla majoj psichiki litaratura.
Ja čytała ŭ Bachareviča pra toje, jak maskali zabirali biełarusaŭ, i dumała: «Boža, jak jon usio heta prydumaŭ?» A niadaŭna mnie patelefanavała znajomaja i pačała raskazvać, što adbyvajecca ŭ roznych biełaruskich vioskach: jak chłopcy jeduć na vajnu va Ukrainu, vajujuć za Rasiju, jak ich tam zabivajuć, a abiacanyja vypłaty nie prychodziać.
I ja znoŭ uzhadała Bachareviča, dumała: jak jon pradbačyŭ, što i siońnia biełarusy buduć kłaści hałovy za Rasiju i nie viartacca? Heta vielmi blizka i vielmi baluča. Tamu mnie i chaciełasia napisać knihu, paśla jakoj čałavieku nie stanie jašče ciažej.

— Jak vas pravilna pradstaŭlać — žurnalistkaj ci piśmieńnicaj?
— Biełaruskaj žurnalistkaj. Ja piatnaccać hadoŭ pracavała ŭ BiełaPAN, pakul jaho nie razhramili čekisty, pisała dla «Radyjo Svaboda».
A ci možna nazyvać mianie piśmieńnicaj — nie viedaju. Śviatłana Kurs — piśmieńnica. Alaksandr Čarnucha — piśmieńnik. A toje, što pisała ja… Ja ŭsio ž bolš žurnalistka.
Zamaŭlajcie knihu «Strašna i śmiešna» Aleny Hiermanovič na sajcie vydaviectva «Hutenbierh»

-
Andrej Fiedarenka napisaŭ ese pra Janku Bryla, ale jano bolš čym prosta pra Bryla ci litaraturu
-
Vydaviectva Gutenberg anansuje irłandskuju navinku dla dziaciej
-
«Nadzieja Ściapanaŭna». Mikita Najdzionaŭ apublikavaŭ paemu, jakaja naradziłasia ŭ Žodzinskaj turmie. Takoha paetyčnaha epasu ŭ biełaruskaj paezii XXI stahodździa jašče nie było
Kamientary
U adnym z artykułaŭ jana akresliła svoj charaktar jak "puščanski", to bok z Nalibockaj puščy, maje prodki pa baćkavaj halinie taksama adtul (z paŭnočnaj Staŭpieččyny), i tak, mnie viadomy hety charaktar - sumnaja samaironija, ale razam z tam i maralny stryžań viery.