Kultura11

Uładzimier Łobač. Kaladoŭščyki

Da hałoŭnaha redaktara hazety «Biełaja huś siahońnia» Paŭła Kałabkoviča pryjšoŭ Boh. Jak zaŭsiody heta byvaje, pryjšoŭ niečakana, źnianacku, u pieršy dzień Kaladaŭ…

Da hałoŭnaha redaktara hazety «Biełaja huś siahońnia» Paŭła Kałabkoviča pryjšoŭ Boh. Jak zaŭsiody heta byvaje, pryjšoŭ niečakana, źnianacku, u pieršy dzień Kaladaŭ…

U šykoŭnaj kvatery na staličnym praspekcie Niepaźbiežnaści ŭžo raściakaŭsia pa kutoch rańni pryciemak śniežańskaha viečara, ale elektryčnaje śviatło znarok nie zapalvałasia: redaktar lubiŭ ščymlivyja chviliny časavaha pamiežža, kali biez astatku možna było zanurycca ŭ śvietahladny odum.

Hetym razam dumki i razvažańni byli skroź aptymistyčnyja i, choć uźniosłaści im brakavała, mieli pad saboj realny hrunt: ź pieršaha studzienia jahonaja hazeta narešcie nabyvała status «adzinaj nacyjanalnaj» i ekskluziŭnaje prava tatalnaj padpiski. Adhetul kareńčyk padpisnoj kvitancyi na «BhS» stanaviŭsia propuskam-dazvołam na atrymańnie hramadzianami medycynskich, adukacyjnych dy inšych sacyjalnych pasłuh dziaržavy. Z metaj ekanomii srodkaŭ i, kali ŭžo pa ščyraści, za niepatrebaj Chaziain valavym aktam likvidavaŭ usiu astatniuju peryjodyku krainy. Jasnaja reč, rabiłasia heta pa šmatlikich prośbach narodnych mas, jakija paprostu zavalili redakcyju listami, poŭnymi spraviadlivaha abureńnia tym verchałam i idealahičnaj niapeŭnaściu, što panavali na staronkach nieźličonych hazet i časopisaŭ. «Pišyć Vam, darahaja rydakcyja, prasty rabočy zavoda «Krasny padpolščyk» Fiodar Praŭdzivy. Usiu saznacielnuju žyźń ja prarabotaŭ na radnom zavodzie i prajšoŭ nialohki puć at učenika ślesara da samavo ślesara. Adnaka i ciapier ja, česny čałaviek, nie mahu sabie pazvolić kupić mašynu «Nivu», chacia, jak pišyć Vaša hazeta, zarpłata ŭ mianie niemaleńkaja — 500 dołaraŭ (pa kursu, kaniešna). Paetamu daža samo nazvanije hazety «Naša Niva» minia hłubako abižajeć. Jakaja ž jana naša, kahda ja i ciapier jezžu na viłasipiedzie, a pra «nivu» tolki miačtaju!» «Oj, fajny atrymaŭsia list. Małajcy!» — Pavał Kałabkovič adrasavaŭ virtualnuju pachvału supracoŭnikam adździełu karespandencyi, što, nie pakładajučy ruk, ceły hod pradukavali na ŭsie łady narodnuju chvalu pratestu. Redaktar prychapiŭ huboj kańjaku, duchmiana pychnuŭ lulkaj i znoŭ prymružyŭ vočy sałodkim uspaminam. «Kaniečnie, pryjšłosia pazbavicca ad kaleh pa cechu, ale jak virtuozna! «Biełaruskuju dupku» my źvinavacili ŭ prapahandzie homaseksualizmu, a «Znamia staraści» — u hierantafilii…»

Niečakany, čužarodny huk, što pačuŭsia ŭ kabinecie redaktara, pierarvaŭ jaho ružovyja tryźnieńni. Niechta znoŭ kašlanuŭ, potym jašče raz. Nieviadoma adkul u redaktaravych hrudziach zaźvinieła chałodnaja tryvoha. Ad niajasnaha, ale zmročnaha pradčuvańnia ŭzmakreli dałoni i łob. Kałabkovič, pilna ŭsłuchoŭvajučysia, pačaŭ pavolna padymacca z utulnaha skuranoha fatela, kab daciahnucca da vyklučalnika, ale śviatło, tolki nie elektryčnaje, a niejkaje dziŭnaje, srebnaje, pstryknuła i raźliłosia pa pakoi samo saboju.

U dalokim kucie kabinetu, u takim ža skuranym fateli, siadzieŭ sivabarody dziadok u samarobnym viazanym švedry z kaladnymi zorkami na ŭsie hrudzi. Heta byŭ Boh. Redaktar da bolu vyrazna zrazumieŭ i ŭśviadomiŭ heta biez usialakich słoŭ i vizytovak. Bo jość niešta takoje na śviecie, kali Boha imhnienna paznajuć i prosty paspality čałaviek, i hałoŭny redaktar vialikaj aficyjnaj hazety. Ale adkryćcio hetaje Kałabkoviča nia ŭzradavała, a pryviało ŭ stan dryhotkaj, rospačnaj prastracyi. Drobna zatreślisia ruki, pot pa skroniach zabruiŭ užo strumieńčykami, a vusy, jak chvost u vinavataha sabaki, bajaźliva skrucilisia pad tłustym padbarodździem.

— Dobry viečar, Paŭlik. Sa śviatam ciabie, — łahodna pramoviŭ Stary, imknučysia źniać napružańnie. Dačakaŭšysia nierazborlivaha myčańnia redaktara ŭ adkaz, Dzied pradoŭžyŭ: — Niabłaha žyvieš, Paŭlik. Usio ludziam brešaš?

Padčas apošnich słoŭ Kałabkoviču stała młosna, bo jon vyrazna, da kožnaj drabnicy, uspomniŭ svaju pieršuju sustreču z hetym niezvyčajnym hościem.

U hałodnym pavajennym miastečku, dzie prachodziła Paŭlikava dziacinstva, hety stary, tolki z bolšaju baradoju i ŭ brudnaj samatkanaj kašuli z pałatnianaj torbaju cieraź plačo, vyrazna vyłučaŭsia z mnostva astatnich žabrakoŭ, što zapałanili kraj. I samaja sknarlivaja haspadynia, i aŭdaviełaja matka ź sirotami na rukach, tolki ŭbačyŭšy vočy Dzieda, achviaravali jamu choć niešta — kolki bulbin, kavałak chleba napałam ź lebiadoju — što było.

Na Dzieda nikoli nie brachali sabaki, ptuški sadzilisia jamu na ruki, i biez kanca ŭvivalisia za im dzieci. Adnaho razu, sabraŭšy la siabie maleču, Stary pačaŭ raspytvać, chto kim choča stać, kali vyraście. Koła tahačasnych dziciačych maraŭ było niešyrokim: nastaŭniki, lotčyki, daktary, mašynisty ciahnikoŭ… Dzied ciopła śmiajaŭsia z kožnaha pryznańnia, a potym cichieńka torkaŭ palcam u hrudzi i śćviardžalna hukaŭ: «Budzieš!» Kali čarha dajšła da Paŭlika, toj razhublena maŭčaŭ, bo prafesii-mary raŭnaletkaŭ jaho nia ciešyli. Ideałam Paŭlika byŭ dziadźka-kantralor z rajonu, pierad jakim tak trośsia jahony baćka — zahadčyk miascovaha praduktovaha składu.

Ničoha nia robiačy, kantralor cełymi dniami žor i žłukciŭ harełku ŭ ichniaj chacie, ciahnuŭ z baćki hrošy dy kidaŭ pabłažliva na raźvitańnie: «Nia bojsia, zamoŭlu za ciabie słoŭca». «Za słoŭca — takija hrošy!» — Paŭlikavy mary byli dalokija ad budzionnaści traktarysta. Tak ničoha i nie skazaŭ jon Staromu, a toj, nibyta pračytaŭšy jaho dumki, nachiliŭsia da jahonaha vucha i cicha, kab nichto nie pačuŭ, skazaŭ: «Nie chłusi ludziam, chłopčyk, bo kiepska budzie».

— Paŭlik, Paŭlik! — napeŭna, dziasiaty raz paŭtaryŭ Dzied i navat plasnuŭ u dałoni, kab redaktar ačomaŭsia. Ale viartańnie ŭ rečaisnaść było jašče horšym, čym błukańnie va ŭspaminach. Niezvarotnaść pakarańnia sparadžała ŭ rozumie žudasnyja karciny adpłaty. «Voś Stary, zakasaŭšy rukavy i pryviazaŭšy jaho da kresła, prypalvaje jazyk prasam… nietaropka, pa adnamu, adsiakaje palcy… z usiaho machu zapichvaje taŭščezny «parker» razam z čarnilnicaj jamu ŭ…»

— Paŭlik, čas! Źbirajsia! — Boh pahladzieŭ na svoj dychtoŭny «roleks» i zahadna ŭźniaŭsia. «Zabivać budzie!» — redaktar bachnuŭsia na kaleni i, vyjučy, papoŭz da hościa:

— Ja ž i dobraje pisaŭ, pra sport, pra futboł… — Kałabkovič žałasna roŭ na ŭsiu kvateru, ščodra palivajučy ślaźmi darahi dyvan.

— Viedaju, čytaŭ, — supakajalna pramoviŭ Stary. — Paŭlik, nam prosta treba jechać.

— Kudy? — Kałabkovič z nadziejaj uźniaŭ svaje małyja śviniačyja vočki.

— Kaladavać. Para takaja, — Boh navat ździviŭsia z takoha niedarečnaha pytańnia. — Treba ž dolaj ludziej nadzialać nia tolki ŭ hazecie.

— Dyk heta… Ja, što, miechanošam budu? — redaktaravy ščoki pačali ružavieć i nalivacca žyćciom.

— Nie. Miechanoša ŭžo jość.

— Kazoj? — pryjšła čarha ździvicca Kałabkoviču.

— Nu jakaja ž ź ciabie kozačka, Paŭlik? — Dzied skieptyčna skasavuryŭsia na azyzłaje cieła. — Kazłom budzieš.

U Bohavaj mašynie, što stajała la padjezdu, ich ciarpliva čakali «miechanoša» i «cyhan», na rolu jakich vyšejšaj volaj byli zaanhažavanyja viadomy televizijščyk Admarazoŭski i dakumentalist Aźviaronak. Kałabkovič ledźvie ŭpliščyŭsia pobač z kalehami na zadniaje siadzieńnie (sieści pobač Boh nie dazvoliŭ), i mašyna kranułasia ź miesca. Dzied byŭ u dobrym humory i, kruciačy rul, naśvistvaŭ sabie pad nos niešta z narodnaha. Trojca hniatliva maŭčała, pakul hałoŭny hazetčyk krainy nia vyrašyŭ zakałamucić antyboskuju zmovu. Kałabkovič pavioŭ plačyma i, pryciahnuŭšy ŭvahu prycichłych spadarožnikaŭ, z usioj aburanaściu, na jakuju tolki byŭ zdolny sapraŭdny «pravasłaŭny ateist», prašypieŭ: «Heta čort znaje što takoje!» Ale nie paśpieŭ jon jašče skončyć svaju pieršuju manifestacyju, jak Boh sa śmiecham azvaŭsia na jahonyja słovy: «Darma hukajecie niačystaha. Jon ciapier mocna zaniaty. Nia pryjdzie». Na niaŭciamnaje maŭčańnie Boh rastłumačyŭ: «Jon ciapier z vašym Chaziainam u chakiej łupicca — nie da vas jamu». Kałabkovič skis dy tolki i zdoleŭ što zapytacca ŭ Admarazoviča z Aźviaronkam pra ich kaladnyja roli. Sustrečnaje pytańnie hałoŭny redaktar pakryŭdžana praihnaravaŭ.

Jechali davoli doŭha. Jarkija ahni viečarovaj stalicy źmianilisia pryhłušanym śviatłom pradmieściaŭ, a potym i zmrokam zimovych lasoŭ abapał darohi. Hadziny praź dźvie mašyna spyniłasia na ŭskrajku niejkaha haradka — vidać, rajcentru. Pa Dziedavaj kamandzie navaśpiečanyja «kaladoŭščyki» niaŭkludna vyvalilisia z salonu. Jašče chvilin z dvaccać Stary tłumačyŭ sutnaść i praceduru mierkavanaha pracesu, potym adčyniŭ bahažnik i dastaŭ adpaviednuju kaladoŭščyckuju atrybutyku. Kałabkovič byŭ adorany starym kažuchom i strašnavataj rahataj maskaj z bujnym lahatypam «BhS» na łbie. Aźviaronku pryjšłosia ŭvabracca ŭ padranuju śvitu, jak śled zapeckać tvar sažaj i prylapić ahidnyja čornyja vusy. Vialiki pałatniany miech, niejkija łachmany i šapka-abłavucha pryjšlisia na dolu Admarazoŭskaha. Apošni, vyrašyŭšy prademanstravać svaju abaznanaść u spravie kaladnych abchodaŭ, zapytaŭsia ŭ Boha pra «kaladnuju źviazdu» i «dzieda-pavadyra», što musić vadzić «kazła». «At, pamiać starečaja!» — plasnuŭ siabie pa łbie Boh i vyciahnuŭ z bahažnika hierb-kapustu, namalavany ŭ pachabnych kolerach na kavałku kardoniny i prybity da nievialikaj rejki-dziaržańnia. Potym jon z zaklikam śvisnuŭ niekudy ŭ ciemru, i praz chvilinu na darohu vyjšła dužaja postać mužčyny z kałmataj štučnaj baradoj, zroblenaj z ačoskaŭ lonu, i ładnym kijem u rukach. «Dapabied!» — «pavadyra» paznali ŭsie «kaladoŭščyki» i tryvožna pierahlanulisia pamiž saboj. Bo «dzied-Dapabied», jak jaho klikali ŭ «miratvorčaskich» strukturach krainy, byŭ idealnym uvasableńniem kaštoŭnaściaŭ vajskova-dembielskich, ale nijak nie siamiejna-rodnasnych.

Paabiacaŭšy za sabataž pakarańnie («toje, što sami sabie ŭdumali»), a za vykanańnie zadańnia — uznaharodu («vykanaju pa adnym vašym žadańni»), Boh sieŭ u mašynu i źnik u kirunku stalicy. «Kaladoŭščyki» pravodzili Bohava aŭto pozirkam i niekalki chvilin stajali moŭčki, pakul Dapabied zvykła nia harknuŭ: «Raŭniajś! Śmirna! Šaham marš!» Zdryhanuŭšysia ad militarnaj rašučaści, roznakalibernaja kamanda, štoraz źbivajučysia z nahi, rušyła ŭ bok žyłych mikrarajonaŭ.

Pieršaj u śpisie značyłasia kvatera №5 u dvuchpaviarchovym panelnym damku. Znajšoŭšy patrebny numar na dźviarach, Dapabied zahrukataŭ u ich kułakom i zaroŭ na ŭvieś padjezd: «Adčyniajcie! Kaladoŭščyki!» Zboku taki začyn vyhladaŭ jak pačatkovy etap kontraterarystyčnaj aperacyi. Ad udaraŭ niezamknionyja dźviery adčynilisia, i Dapabied dobrym kuchtalom upichnuŭ u prajom «kazła» Kałabkoviča, jaki ledźvie paśpieŭ naciahnuć masku na tłusty lśniany tvar. Nie zvažajučy na haspadaroŭ — žančynu siaredniaha vieku i maleńkuju dziaŭčynku, jaje dačku, — Dapabied raspačaŭ pryvitalnaje słova:

— Hraždanie, spakojna! My prosta pryjšli pa paručeniju... — hety skaz Dapabied skomkaŭ, bo zvykłaje «ad Chaziaina» było tut nibyta niedarečy, a skazać «ad Boha» było niejak niajomka — …pryjšli pazdravić vas z praźnikam… ź jubilejem Kaladaŭ.

Adčuŭšy, što impravizacyja nie ŭdajecca, «pavadyr» vyciahnuŭ z kišeni šparhałku:

— Anu, kazioł, raźviesialisia. Anu, koźlik, raschadzisia! — badziora deklamavaŭ Dapabied i adčuvalna papichvaŭ svaim kałom ukručanaha ŭ vyviernuty kažuch Kałabkoviča. Toj pačaŭ niazhrabna machać rukami, krucić hałavoj i prytupvać na miescy. Ale śviatočnaha impetu, vidavočna, brakavała, i Dapabied, kab raskaturchać «kazła», uzmacniŭ uździejańnie kijem. Stojačy pad hierbavaj «źviazdoj» i całkam adpaviadajučy vobrazu ŭciekačoŭ z varjatni, Admarazoŭski i Aźviaronak viasioleńka plaskali ŭ dałońki i viskatlivymi hałasami akampanavali aktu «papichańnia» kalehi: «Hop-ca-ca! Hop-ca-ca! Hop-ca-ca!» Tym časam Kałabkovič, sprabujučy zuchavata prysieści, nia vytrymaŭ raŭnavahi i snapom pavaliŭsia na padłohu. Hetaja, zdavałasia b, drobnaja niedarečnaść mieła dramatyčnyja vyniki. Dapabiedavy vočy raptam nalilisia kryvioj, tvar drapiežna aščeryŭsia i ažno zatrośsia ŭ žyviolnym prypadku ahresii i nianaviści:

— Ja tabie pakažu, apazycyjny vyradak, svabodu słova! Ja tabie pakažu «Bieła huś — u Eŭropu»!

Udary na Kałabkoviča pasypalisia niaspynnym hradam. Toj kruciŭsia na padłozie, by smoŭž, šukajučy vyratavalnaha kuta, ale nieŭzabavie kinuŭ usialakaje supraciŭleńnie i źnieruchomieŭ vialikaj kałmataj hurboj, raz-poraz žałasna rochkajučy.

Uhołas zapłakała dziaŭčynka, chavajučysia za nia mienš napałochanuju mamku.

«Hop-ca-ca, hop-ca-ca», — praciahvali łapatać užo šeptam spałatniełyja ad žachu «miechanoša» j «cyhan». Mahčyma, sprava skončyłasia b kalectvam ci śmierciu hałoŭnaha redaktara, ale ŭ krytyčny momant u siency z pakoju vyjšła, ciažka abapirajučysia na kulbu, pažyłaja žančyna:

— Ach, vy niahodniki! Ničoha śviatoha dla vas niama! — praniźliva zalamantavała jana. — Kab vam jazyki adniało, kab vas ziamla nie nasiła! Preč z majoj chaty! Chaj vas Boh pakaraje, bluźniery!

Dapabied chacieŭ byŭ užo zatknuć rot hetaj kryklivaj staroj, jak jon heta rabiŭ adnym trapnym udaram na roznych mitynhach i šeściach apazycyi, ale słovy pra Boha, u kantekście siońniašnich nadzvyčajnych padziej, vokamhnienna astudzili pył «pavadyra». «Adychodzim!» — ryknuŭ jon svaim pamahatym i śledam za imi paciahnuŭ da vychadu nieprytomnaje cieła Kałabkoviča.

Na vulicy pieraviali duch. Dapabied, prykładajučy śnieh da žudasnych krovapadciokaŭ redaktara, sprabavaŭ nadać partneram aptymizmu: «Ničyvo, Paša, ničyvo. Iščo i nie takoje byvaje ŭ žyźni. Ja vot, kahda na čyrvona-zialony biaret ispytanija prachadziŭ, vot tahda naciarpieŭsia. A tut, Paša, — miełačy». Adnak «Paša» byŭ inšaj dumki: usio cieła pulsavała niazvykłym bolem, levaje voka całkam zapłyło, a na łbie ŭskočyŭ punsovy huzak. «Treba ŭciakać! Treba ŭciakać luboj canoj!» — zacieńkała ŭ hałavie.

Ale adrazu za kramolnaj dumkaj u śviadomaści ŭspłyła strašnaja karcina, jak pad naviutkim prasam «Tefal» skvarycca jahony jazyk… Praź piać chvilin «kaladoŭščyki» rušyli dalej.

Dźviery nastupnaj kvatery adčyniŭ karatkastryžany hramiła ŭ «cielniku» i ź niaŭciamnymi ad alkaholu vačyma:

— A, dzie Miška? Što heta, mla, za kancert? — jon tupa hladzieŭ na rahatuju pačvaru pierad saboj i nia moh daŭmiecca: ci heta chibić jahony «dach», ci ź im niechta niadobra žartuje. Kałabkovič usim svaim nutrom adčuŭ, što vizyt moža skončycca mardabojem, tak i nie pačaŭšysia, ale napružańnie razradziŭ Dapabied:

— S praźnikam, bajec! — nie paznać kalehu jon nia moh. — Dzie słužyš, jakaja čaść? — Nieŭzabavie adbylisia bratańni, i «pavadyr» byŭ z honaram zaprošany da stała, dzie pijačyła brytahałovaja kampanija. Na trojcu ž astatnich «kaladoŭščykaŭ», što pieraminalisia z nahi na nahu la dźviarej, uvahu źviarnuli tolki paśla taho, jak Dapabied ahoraŭ try «štrafnyja» čarki i ŭzajemnyja łabyzańni z sasłužyŭcami trochu acichli.

— Što za ŭbohija z taboj? — nie chavajučy źniavažlivaha tonu, zapytaŭsia ŭ «kamandziora» haspadar kvatery.

— Nie zvažaj. Poŭnyja prydurki, brachuny-barzapiscy, — paziachnuŭ ačmureły ad harełki i ciapła Dapabied.

— Brachuny? Eta cipa Pietrasiana? To chaj i nam pabrešuć, paviesialać. Praźnik usio-taki! — haspadar vidavočna ŭzradavaŭsia mahčymaści ŭnieści raznastajnaść u brutalnuju pjanku. Jaho hości ŭchvalna zahudzieli, padtrymlivajučy prapanovu. «Kaladoŭščykaŭ» vyciahnuli na siaredzinu pakoju, nalili harełki…

Sytna adryhnuŭšy, «pavadyr», niby dyryžor, uzmachnuŭ rukoj:

— Pieśniu davaj!

Admarazoŭski, vyrašyŭšy, što dla takoj publiki varta pačynać ź pieśni pravieranaj, patryjatyčnaj, nabraŭ poŭnyja hrudzi pavietra i zaciahnuŭ:

My, bieły husi, — mirnyja ptachi,

Razam lacieli ŭ pryvidny raj…

Kryvymi hałasami padklučylisia-padciahnuli «kazioł» i «cyhan»:

Doŭha lacieli, mocna pacieli

I prylacieli ŭ ciopły saraj…

— Stop! Chare! — niezadavolena zaraŭli za stałom. — Hetaja pieśnia nas kožny dzień na pastrajenii zadrała. Davaj što-niebudź dušeŭnaje!

I tady Aźviaronak vyrašyŭ vykanać svaju lubimuju, jašče z časoŭ dziacinstva, pieśniu «Pryciahnieńnie Ziamli». Ale, jak tolki jon pačaŭ śpiavać, u tekście nieviadoma z čyjoj voli stali źjaŭlacca čužarodnyja, adnak takija blizkija sercu kinadakumentalista słovy:

My — dzieci nianaviści,

No samaje hłaŭnaje:

My — dzieci tvaje,

Darahaja chłuśnia…

Hetaja pieśnia była ŭhanaravanaja śvistam i abjedkami sa stała. Kali ž vyśvietliłasia, što «brachuny» nia viedajuć ni «Baciani-kambata», ni «Pačemu že ŭ Rasii biarozy šumiać», stanovišča haściej stała pahroźlivym. Tolki dziakujučy aŭtarytetu Dapabieda ŭdałosia dasiahnuć peŭnaha kampramisu. Za prava syści fizyčna niepakryŭdžanymi «kaladoŭščyki» musili raspłacicca sapraŭdnym šoŭ. Admarazoŭskamu pryjšłosia vykanać numar mužčynskaha stryptyzu z pałatnianym miecham (treba adznačyć, što, kruciačy chudasočnaj zadnicaj pierad kramianymi buhajami-vajskoŭcami, «miechanoša» adčuŭ ahidnuju ŭzbudžanaść), a Kałabkoviču z Aźviaronkam — stancavać arhientynskaje tanha, pa čarzie ŭvasablajučy mužčynski pačatak.

Pad zornym kaladnym niebam stajali i palili ŭžo ŭtroch. Dapabied tak i nia vyrvaŭsia z haračych abdymkaŭ «bratoŭ pa kryvi».

— Nu što? Piarun jaho raźbiŭ?! — raptam vyźvieryŭsia Aźviaronak i kiŭnuŭ na vokny, dzie praciahvaŭ balavać Dapabied. — Vy jak sabie chočacie, a ja zmatvajusia. I zaŭtra ž — u prakuraturu… — Aźviaronak brudna vyłajaŭsia i rašuča zatupaŭ da staličnaj trasy.

— Pačakaj, ja z taboj, — mituśliva spachapiŭsia Admarazoŭski i pabieh śledam za eks-«cyhanom». Na łavie kala padjezdu zastaŭsia siadzieć adzin Kałabkovič. Hłyboka ŭkaraniony instynkt samazachavańnia padkazvaŭ jamu, što takoje prostaje zaviaršeńnie kaladnych pryhod toić u sabie prychavanuju niebiaśpieku. Jon siadzieŭ, adnu za adnoj paliŭ cyharety, ale dumki, jakija leźli ŭ hałavu, byli pustyja i nikčemnyja. Raptam u dalokim kancy dvara pačuŭsia adčajny tupat i rospačnyja kryki: «Nacyjanalisty! Ratujcie! Nacyjanalisty!»

Praź jakuju chvilinu mima redaktara pranieślisia razbersanyja i ŭzmakrełyja ad šalonaj honki Aźviaronak z Admarazoŭskim. Kinuŭšy pozirk u bok mierkavanaj niebiaśpieki, Kałabkovič u siurrealistyčnym śviatle vuličnaha lichtara zaŭvažyŭ davoli pradstaŭničy hurt maškoŭnikaŭ z sapraŭdnaj kaladnaj źviazdoj, skrypkaj, bubnami i roznymi brazhotkami. Maładyja hałasy ładna i zvonka vyvodzili:

Pryjšli kaladki ŭviečary, ŭviečary,

Prynieśli kiłbaski ŭ rešacie, ŭ rešacie…

Kałabkovič uskočyŭ, jak udžaleny. Sumnievu być nie mahło: nacyjanalisty!

A ŭžo jak jany mohuć ździekavacca ź ludziej, redaktar cudoŭna viedaŭ. Tolki na minułym tydni sam Chaziain, pravodziačy čarhovuju naradu, paprasiŭ uhanaravać chvilinaj maŭčańnia pamiać zvarjaciełaha deputata Kaciana. Harotnika adłavili nacyjanalisty i zmusili čytać usiu padšyŭku svajoj «Nivy», pačynajučy z 1906 hodu. Jasna, što rozum pažyłoha deputata, jaki i tak nie vyznačaŭsia ćviordaściu, bieznadziejna «papłyŭ». Ciapier, jak kazali ludzi, Kaciana možna było pieryjadyčna bačyć la Ministerstva praŭdy, dzie jon tykaŭ u tvar čynoŭnikam toj samaj «Nivaj» i hołasna patrabavaŭ: «Dyk padpisvajsia!»

Kałabkovič byŭ rvanuŭsia biehčy, ale zrazumieŭ, što šancy ŭ jaho nievialikija, i nyrnuŭ u najbližejšy padjezd. Ciažka dychajučy ažno na piatym paviersie, redaktar ź niepadrobnym žacham zaŭvažyŭ, jak u hety samy padjezd kirujucca i nacyjanalisty. Sutarhava načapiŭšy masku, Kałabkovič kinuŭsia zvanić u dźviery…

U historyi kožnaha čałavieka, napeŭna, jość miesca dla asabistaha žyćciovaha tryleru. A ŭ kožnym trylery, jak viadoma, jość momant iściny, kali na bieły śviet va ŭsioj svajoj žudaści vypaŭzaje praŭda. Tak jano stałasia i z Paŭłam Kałabkovičam, kali jon volaj losu trapiŭ u kvateru realnaha, a nie fantomnaha, prydumanaha adździełam karespandencyi, Fiodara Praŭdzivaha. Mužčyna sapraŭdy byŭ praletaram i, jak i naležyć pradstaŭniku rabočaj klasy, kułaki mieŭ naležnych pamieraŭ i mocy. Na hetym supadzieńni hazetnych realij z žyćciovymi kančalisia. Haspadar rašuča zapatrabavaŭ satysfakcyi i za «500 dołaraŭ» zarobku, i za žudasnuju trasianku, pad jakoj pastavili jaho imia dy proźvišča (jašče ŭ škole Fiodar byŭ pieramožcam abłasnoj alimpijady pa movie), i za štodzionnyja kpiny siabroŭ i znajomych, što pačalisia paśla złapamiatnaj publikacyi. Kałabkovič zdoleŭ źjeści tolki dvanaccać z pałovaj asobnikaŭ svajoj ułasnaj hazety (usiaho, ratujučysia ad soramu, Fiodar vykupiŭ u toj dzień 17 ekzemplaraŭ), niahledziačy na toje, što spahadlivaja haspadynia peryjadyčna padnosiła vadu i ŭsialak suciašała harotnaha redaktara. Apošnim adbitkam u pamiaci stała tematyčnaja staronka «Sport» ź vialikim fatazdymkam Hałoŭnaha łyžnika krainy. Padaviŭšysia reklamaj, redaktar straciŭ prytomnaść…

Užo šosty dzień žonka i siamiejnyja Paŭła Kałabkoviča bajalisia zachodzić da jaho ŭ pakoj. Paśla taho jak milicejski patrul znajšoŭ jaho na haradzkim śmietniku ŭ kampanii miascovych bamžoŭ, redaktar staŭ niepaznavalny dla svaich blizkich. Prystupy varjackaj viesiałości źmianialisia zmročnaj depresijaj, źviaryny apetyt — poŭnaj abyjakavaściu da ježy… Na pytańni šmatlikich śledčych i aściarožnuju cikaŭnaść svajakoŭ jon nijak nie reahavaŭ. Redaktar cełymi dniami prasiedžvaŭ u svaim kabinecie i niastomna kruciŭ nastrojku pryjomnika, prahna łoviačy ajčynnyja i zamiežnyja radyjohałasy. «Našy kampetentnyja krynicy ŭ kampetentnych orhanach paviedamlajuć, što los hienerała Dapabieda pa-raniejšamu nie viadomy. Jaho biaśślednaje źniknieńnie…»

«U čaćvier byŭ vyjaŭleny viadomy televiadučy Admarazoŭski. Adzin z supracoŭnikaŭ staličnaha telebačańnia sustreŭ jaho ŭ parku H., viadomym jak tradycyjnaje miesca zboru pradstaŭnikoŭ seksualnych mieńšaściaŭ. Aperatar telekampanii spakusiŭsia na nizki košt seksualnych pasłuh, što prapanoŭvaŭ adzin nia vielmi hustoŭna apranuty hramadzianin. I tolki paśla taho, jak supracoŭnik raźličyŭsia ź nieznajomcam flakonam adekalonu «Saša», jon paznaŭ u im svajho niepasrednaha šefa…»

«U elitnym dačnym pasiołku «Ch» narešcie byŭ zatrymany zahadkavy padpalščyk, jaki na praciahu niekalkich dzion puściŭ dymam 15 katedžaŭ vysokapastaŭlenych čynoŭnikaŭ stalicy. U vinoŭniku padpałaŭ pryznali teledakumentalista Aźviaronka. Na dumku psychijataraŭ, Aźviaronak staŭ achviaraj ułasnastvoranych vizualnych vobrazaŭ: «fašyst z pachodniaj», «nacyjanalist z petardaj» i šerahu inšych». Kožnaja novaja porcyja infarmacyi, jakaja aśviatlała niezajzdrosny los jahonych kampańjonaŭ, sparadžała na tvary redaktara kryvuju, złaradnuju ŭśmiešku.

Jamu paščaściła i na hety raz! Usie biadoty ŭčorašniaha «kazła» — tuzin siniakoŭ dy pracedury z klizmaj — ni ŭ jakaje paraŭnańnie nie išli z prablemami paplečnikaŭ. «Da taho ž... — tut serca Kałabkoviča sałodka abmirała, — u mianie zastałosia žadańnie. Luboje žadańnie!» Paśla taho, što zdaryłasia, redaktar byŭ upeŭnieny: Boh nia schłusić! Ale zahadać žadańnie Kałabkovič nie śpiašaŭsia, niesučy ŭ śviadomaści hetuju ŭnikalnuju mahčymaść tak, jak nosiać chrustalny sasud, — razvažliva i aściarožna. Pierabiralisia sotni, a moža, i tysiačy roznych varyjantaŭ. I, kali hałoŭny redaktar byŭ užo blizki da pryniaćcia kančatkovaha rašeńnia, zazvaniŭ-zahrymieŭ, razburajučy idyliju, patajemny telefon, numar jakoha viedaŭ tolki adzin čałaviek u krainie.

— Nu, jak ty tam, stary piardun, majeśsia? — da bolu znajomy sipły hołas byŭ daloki ad santymentaŭ.

— Spasiba, Chaziain, ničyvo, — jak zaŭsiody prynižana, adkazaŭ Kałabkovič, ale pry hetym mocna vyłajaŭsia ŭ dušy: «Kab ciabie čort pabraŭ!» Redaktar na ŭsie vušy čakaŭ, što Chaziain ahučyć uśled za svaim pryvitańniem, ale na tym kancy linii adbyłosia niešta niečakanaje. U słuchaŭcy byli vyrazna čuvać huki niaroŭnaj baraćby, stohny, adčajnyja chrypy i hrukat pierakulenaj mebli…

Praź imhnieńnie ŭsio zacichła. Kałabkovič spałochana dźmuchnuŭ u słuchaŭku. Raz, druhi, treci. Ale ŭ adkaz nieślisia adno karotkija, jak ziamnoje žyćcio, hudki…

28 listapada — 5 śniežnia 2005 hodu, Połacak

Uładzimier Łobač — piśmieńnik. Žyvie ŭ Połacku.

Kamientary1

Ciapier čytajuć

Kaledž chacieŭ zasudzić studenta i spahnać ź jaho 13 tysiač rubloŭ — ale junak daŭ adpor sistemie4

Kaledž chacieŭ zasudzić studenta i spahnać ź jaho 13 tysiač rubloŭ — ale junak daŭ adpor sistemie

Usie naviny →
Usie naviny

Trahiedyja ŭ Barysaŭskaj balnicy: unučka pacyjenta kaža, što na jaho źviarnuli ŭvahu praz šeść hadzin, kali ŭžo piena pajšła z rota — jon pamior24

Hałoŭnaha rasijskaha prapahandysta Dźmitryja Kisialova adchilili ad efiru «Viestiej niedieli»3

Armienija źbirajecca ŭ najbližejšy čas padać zajaŭku na ŭstupleńnie ŭ ES5

«Usie, chto chacieŭ, pracu znajšli». Jak žyvuć biełaruskija ajcišniki ŭ Łatvii4

Vialikabrytanija i Francyja pieradajuć Ukrainie sakretnyja danyja dla vytvorčaści kryłatych rakiet SCALP. Dla Krymskaha mosta?11

Mužčyna dumaŭ, što znajšoŭ dobruju vakansiju na naftavaj płatformie ŭ Narviehii, ale straciŭ hrošy

«Kładziom na sumleńnie!» Čym žyvie Vadzim Hałyhin12

«Ukraina inšaja i svajho nie addaść». Zialenski pavinšavaŭ krainu z Dniom niezaležnaści5

Arcybiskup Kandrusievič viarnuŭsia da słužby paśla miesiaca lekavańnia2

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Kaledž chacieŭ zasudzić studenta i spahnać ź jaho 13 tysiač rubloŭ — ale junak daŭ adpor sistemie4

Kaledž chacieŭ zasudzić studenta i spahnać ź jaho 13 tysiač rubloŭ — ale junak daŭ adpor sistemie

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić