«My ŭkłali ŭ Biełaruś miljon dalaraŭ». 94‑hadovaja Nadzieja Zaprudnik — pra luboŭ da krainy, žyćcio ŭ Druhuju suśvietnuju i vyprabavańni biełarusaŭ
Nadzieja Rahalevič-Zaprudnik — adna z tych biełarusak, čyj los uvabraŭ u siabie trahiedyju i hodnaść XX stahodździa. Jana pieražyła nacysckuju akupacyju, žyćcio ŭ łahierach dla pieramieščanych asob u Hiermanii i emihracyju ŭ ZŠA ŭ 1950-m, dzie paśla dziesiacihodździami słužyła biełaruskaj spravie razam z mužam Jankam Zaprudnikam.

Ciapier spadarynia Nadzieja žyvie ŭ domie dla starych u Ńju-Džersi. U 94 hady jana zastajecca čałaviekam, jaki, niahledziačy na vyprabavańni, paŭtaraje zapaviet svajho žyćcia: «Napierad». U razmovie z «Biełsatam» jana raskazała, jak dažyć da takoha ŭzrostu, padzialiłasia ŭspaminami pra vajnu i dała parady maładym ludziam.
Nadzieja naradziłasia ŭ 1932 hodzie ŭ paleskaj vioscy Łutoŭje (Žytkavicki rajon). U siamji było 8 dziaciej, čaćviora pajšli z žyćcia ŭ rańnim uzroście. Vajnu Rahalevičy sustreli ŭ rodnaj vioscy, a ŭ 1943 hodzie pierabralisia ŭ Žytkavičy. U 1944‑m Nadzieja, jaje brat Michal, jaho žonka i siamiora dziaciej vyjechali ŭ Niamieččynu, dzie da 1950‑ha žyli ŭ łahierach dla pieramieščanych asob u amierykanskaj zonie ŭpłyvu. A paśla ŭsie razam vyjechali ŭ ZŠA, dzie pasialilisia ŭ Piensilvanii.
«Nie «Biełaraša», jak kažuć, a my navučyli ich havaryć «Biełaruś» — heta honar našaj emihracyi»
— Vaš muž, historyk i publicyst Janka Zaprudnik, i vy ŭkłali ŭ biełaruskuju spravu šmat hrošaj — dapamahali vydavać knihi, apłačvali navučańnie studentaŭ, padtrymlivali ludziej u Biełarusi. Čamu heta było dla vas tak važna?
— Kali hladziš na ŭsio heta, to prosta škada było. My mieli mahčymaść, pracavali. My byli ludzi, jakija, jak kažuć, giving away — addajuć. Kali moj muž kaliści krychu padličyŭ pamiž nami (my ž nie chvalimsia tym, što zrabili), dyk vyjšła, što vydali na Biełaruś kala miljona dalaraŭ. Kali jechali ŭ jakuju krainu, a tym bolš u Biełaruś, to zaŭsiody z dapamohaj.
Kaliści Janka kaža: «Nu, biary ty dziesiać tysiač i ja dziesiać tysiač, i razdajom». Viartajemsia dachaty. Ja kažu: «Nu dyk kolki tam u ciabie zastałosia?» Jon kaža: «Pustaja kišenia». Ja kažu: «O, dyk u mianie lepš! Choć kavu zmožam vypić pa darozie, zachavała dźvieście dalaraŭ».
— U vašaha brata Michala było siamiora dziaciej, jany byli z vami i padčas akupacyi, i ŭ Niamieččynie, kali vy znachodzilisia ŭ amierykanskaj zonie ŭpłyvu, a paśla — u ZŠA. Faktyčna vy ich vyhadavali.
— Tak, niemcy zabrali nas na pracu ŭ Hiermaniju. Ja dałučyłasia da brata. Treba było dapamahać. Mnohija ź ich užo pamierli. Ale ja maju tut i ŭnukaŭ, i praŭnukaŭ. I vielmi ciešusia, što jany viedajuć, chto jany jość.
Dažyła da dzievianosta čatyroch hadoŭ, i ŭžo, zdavałasia b, para adychodzić, ale ŭsio jašče chočacca niešta zrabić. Choć siły ŭžo nie tyja. Mnie ciažka chadzić, ale kožnuju niadzielu ja idu ŭ carkvu, i hetym ščaślivaja. Ja kaliści ŭ chory śpiavała, dyk ciapier pacichieńku ź imi… Jany na klirasie śpiavajuć, a ja ŭnizie sabie cicha malusia. I heta dla mianie taki šturšok napierad. Jak Janka zaŭsiody kazaŭ: «Napierad! Napierad!» Ja i kažu sabie: «Napierad».
Tam, dzie ja žyvu, usie ludzi vielmi źmiešanyja — takaja internacyjanalnaja supolnaść. I dajšło da taho, što my dali zrazumieć, chto my jość. Nie «Biełaraša», jak kažuć, a my navučyli ich havaryć «Biełaruś», «biełarus». I heta — honar našaj emihracyi.

«Płanuju vandroŭku na mašynie»
— Jak dažyć da 94 hadoŭ? U čym sakret vašaha daŭhalećcia?
— Nie być lanivaj. Ja z charaktaram, šparkaja. Nie lublu siadzieć. Čas — heta, jak kazaŭ adzin znajomy, — hrošy. Ale sprava nie ŭ hrašach, a ŭ tym, što ŭ mianie ŭrodžany charaktar dapamahać ludziam. Ja i ciapier chadžu, vychodžu na dvor, choć vielmi choładna. Enierhija takaja, što nie siadzicca. Ja čytaju — vielmi šmat čytaju. Heta mianie paciašaje. Ja nie narakaju. Kali mianie pytajucca: «How are you?», ja kažu: «Fine!». Choć śpina balić. Ale što ž ja budu žalicca?
— Jakija ŭ vas umovy žyćcia ŭ domie sastarełych u Saŭt-Ryvery? Ci dobra dahladajuć?
— O, tak! Jość doktar — raz na tydzień prychodzić, praviaraje. Kuchnia svaja, vialiki restaran. Mieniu vielmi raznastajnaje. I ŭsiudy čyścieńka, biez kanca čyścieńka. Kali niechta zakašlaje — adrazu masku, kab nie raspaŭsiudžvaŭ. Narakańni, kaniečnie, u ludziej byvajuć, bo nichto nie choča tut być. Ale nichto nikoha nie prymušaŭ siudy iści — sami vybirali. I zaŭsiody jość mahčymaść pamianiać.
Ja niekali jeździła mašynaj, ciapier krychu spyniłasia — batareja sieła. Ale znajomy pryjechaŭ, papraviŭ. Dumaju, moža, praz paru tydniaŭ, kali pahoda źmienicca, źjezdžu kudy-niebudź. Choć heta pakul što tolki mary. Ale ja nie narakaju.
— Vy ŭ 94 hady kirujecie mašynaj?
— Tak. Ja ž nie jedu na vialikija darohi, dzie fury jeździać, jedu tak, spakojnaj darožkaj.

«Kartery pracavali dla ludziej, budavali biednym chaty, pamahali jak mahli»
— Čamu ŭ 1950‑m vy vyrašyli jechać žyć mienavita ŭ ZŠA? Mnohija, naprykład, jechali ŭ Aŭstraliju.
— Usia Jeŭropa, možna skazać, była dla nas adkrytaja, ale, nie viedaju, brat vybraŭ Amieryku. Brat kazaŭ: «Kali nidzie nie znojdziecca dapamohi, to budziem u Hiermanii zastavacca». Ale zdaryŭsia voś taki krok — u Piensilvanii dapamahli ludzi-chryścijanie. Jany nas absalutna nie viedali, ale zabrali da siabie, dali maleńkuju chatu ŭ vioscy. I my byli vielmi ščaślivyja, što papali ŭ Amieryku. Bo viedali, što tut zmožam sabracca i pastavić siabie na nohi.
A ŭ inšyja krainy… My razumieli, što nie damo rady. Z takoj vialikaj siamjoj, dziesiać čałaviek — chto nas voźmie?
Prypłyli my ŭ ZŠA ź Niamieččyny na vajskovym karabli. Pryjechali na stancyju — a tam čałaviek na mašynie musiŭ nas zabrać i adpravić u Piensilvaniju. Jon schapiŭsia za hałavu: stolki ludziej za adzin raz nie pasadzić, daviałosia dva razy jamu jechać.
— Vy zaśpieli dzieviaciarych prezidentaŭ ZŠA. Chto ź ich vam padabaŭsia?
— Jany ŭsie dobryja byli. Adzin tolki durań ciapier siadzić! Jaho nie pieranošu.
Ja lubiła Kienedzi. Jon byŭ enierhičny, kazaŭ: «Što ty zrobiš, toje ty i zmožaš jak hramadzianin». Heta jaho taki słohan byŭ. I ja jaho vielmi blizka bačyła, navat tut pryvitałasia niejak. Mnie padabaŭsia Abama. Małady! Karter byŭ spakojny vielmi. Viedaju, jak užo ŭ stałym vieku jaho žonku dahladali. Jana — vybačajcie — pojdzie ŭ prybiralniu, a jany: «Misis Karter, are you okay? Are you okay?». Biehajuć za joj, jak varjaty. Jana raz uziała paryk nadzieła, uziała klučy, pajechała mašynaj — i ŭsio! Panika: misis Karter prapała! Chtości ŭkraŭ! A jana sabie ŭciakła ad hetaha žyćcia.
Kartery pracavali dla ludziej, budavali biednym chaty, pamahali jak mahli. Takich lublu.
«Niemcy, byvała, prychodziać u chatu i kažuć: «Matka, jajka?», «Matka, chleb?» — prosiać, a pryjdzie ruski — jon nie pytajecca»
— Vy pišacie ŭ svajoj knizie «Maja adysieja ź Biełarusi ŭ Amieryku», što ŭ Niamieččynie, adrazu paśla vajny, viasnoj 1946-ha, kali pa vas pryjechaŭ amierykanski hruzavik, kab čarhovy raz pierakinuć z adnaho łahiera ŭ inšy, vy pajechali na im, uźniaŭšy bieł-čyrvona-bieły ściah. U vas jon byŭ zaŭsiody z saboj?
— O-o, tak, tak! Ja bieź ściaha nikudy. Tam u łahiery vielmi roznaja publika była — šmat palakaŭ. Vy b pabačyli tych palakaŭ: «Pahladzicie, pahladzicie, chto jedzie!» — kazali jany. Nas pryvieźli ŭ Etlinhien. Tam byli kazarmy, u jakich byli ŭkraincy, i nas nie zachacieli tam pryniać. Brat pajšoŭ šukać u łahiery biełarusaŭ i napatkaŭ Vasila Rahulu. Nas narešcie pryniali, akazałasia, što tam i palaki žyli. Prabyli tam paru miesiacaŭ, potym pieravieźli ŭ Hierenbierh, tam užo pieravažna žyli biełarusy i rasiejcy. Tady voś relihijnaje žyćcio stała vielmi važnym dla nas. Ale i tam pražyli da vosieni 1946-ha. Paśla — Majnlojz, Hibelštat…
— Jakija ŭ vas zastalisia ŭspaminy pra nacysckuju akupacyju?
— Vielmi chutka źjavilisia partyzany. I kali niechta siońnia chvalić partyzanaŭ, dyk dla mianie heta vielmi-vielmi drennaja padziaka. Jany całkam ahalali maju chatu. Tady niemcy vyrašyli, što treba vyhnać partyzan ź lesu. Ja sama była ŭ partyzanach, mianie pastavili ŭ raźviedku. Nu, i paśla pačałosia… vyvozili, palili. I ŭ toj momant ty ŭžo nie dumaješ ni pra što: kudy biehčy, što rabić. Ty prosta idzieš. Nibyta rozum užo nie tvoj. U hałavie niešta svajo. Niemcy, byvała, prychodziać u chatu i kažuć: «Matka, jajka?», «Matka, chleb?» — prosiać. Pryjdzie ruski — jon nie pytajecca. Jon moža prosta rasstralać. Jak chacieli rasstralać majho baćku. Pryjšli adnojčy dva maładyja chłopcy, prasili pakazać darohu da adnoj vioski, jakaja ŭžo spalenaja była. Ja zrazumieła, što chočuć baćku zabrać tak, dy stała prasić, kab nie čapali.
Vyprasiła. «Žałko riebienka», — skazali. Paśla hetaha jon užo ŭ chacie nie načavaŭ, byŭ u lesie, kab znoŭ pa jaho nie pryjšli.
My byli vielmi biezdapamožnyja, u pastajannym strachu. Ale strach z časam robicca niejkim inšym. Dumaješ: nu što ž, zabjuć dyk zabjuć. I ŭsio.

«Da vajny nie było vialikich śloz — i heta było dobra»
— Ci byŭ u vas hoład padčas vajny?
— Nie, tolki ŭ Niamieččynu jak trapili, to tady haładali. Nas pryvieźli i pasialili ŭ adzin pakoj čatyry siamji. I ŭsie dzietki sa mnoju byli. A bratava žonka pajšła na pracu, i brat taksama. Što možna dzieciam dać, kali niama ničoha? Pryniasuć sup, i ŭsio.
Časam ja ŭciakała ŭ horad, byŭ pierarezany drot. I viedajecie što — sam horad byŭ u hoładzie. Ja pastukała, chacieła, kab mnie dali niešta tam, dyk mianie nazvali «schweine» ('śvińniaʼ albo ʼsvołač»). Horad — adno kamieńnie. Usio źbita, usio źniščana. Ale niejak davali rady. Pryniasuć dvanaccać kavałkaŭ chleba na dziesiać čałaviek — i što? Treba dzialić.
— Što paśla vajny niemcy kazali pra hetuju vajnu? Ci razmaŭlali vy ź imi?
— Adčuvałasia, što jany viedajuć pra vinu za hetuju vajnu. Ale nie ŭsie byli takija, mnohija prosta maŭčali. Niekatoryja škadavali — jany ž taksama paciarpieli. Vajna, bomby, streły, pažary, źniščeńnie hetaha ŭsiaho — heta nie łaska Božaja. Niaščasny narod papaŭ pad heta.
— Jakija byli vašy dumki, kali vy daviedalisia pra vajnu va Ukrainie?
— Strašnyja, bo, pa-pieršaje, rakietu tudy puściŭ Łukašenka. My vielmi pieražyvali i pieražyvajem ciapier. U carkvie niejak źbirali na dziaciej ukrainskich. Pasyłajuć pasyłki tudy dla dziaciej. Udzielničaju jak mahu, a što bolš zrobiš?..
— Što z vašaha dziacinstva i maładości vy ŭspaminajecie z asablivaj ciepłynioj? Što dla vas samaje darahoje?
— Hryby źbirać! Paleśsie ž bahataje, bałota. A samaje pryhožaje — heta žuraviny. Ja vielmi lubiła ich źbirać, bo ŭ vadzie, kab ruki čystyja byli.
Da vajny nie było vialikich śloz — i heta było dobra. Mama ŭ mianie była vielmi dobraja haspadynia, i ja była ź joj vielmi blizkaja. Kudy mama — tudy i ja. A ciapier, kali hladziš nazad, stolki hadoŭ prajšło, usio nibyta pieramiašałasia… I časam dumaješ: a kudy ž heta ŭsio padziełasia? Žyćcio naša — jak čovien pasiarod mora.

«Vialikaja trahiedyja, kali my nie budziem zmahacca»
— Ci možacie vy pieraličyć postaci, jakija vašu biełaruskaść sfarmavali?
— Intelihiencyja. Ź pieršym mužam my pabralisia šlubam u carkvie. I mama ŭ mianie maliłasia, ale kazała mnie: «Tolki nie ŭhołas, bo ścienki čujuć». Zabaroniena ž było. Ale kali čałavieku kažuć, što nielha, to jon naadvarot budzie rabić. Kali ja była ŭ škole, tam byŭ pomnik Leninu. I voś nastaŭnik kaža pierad im: «Paŭtarajcie za mnoj, što Boha niama». A ja kułaki saščapiła, i — «Jość, jość, jość!». Heta niemahčyma vykinuć, kali ŭ vas hety padnožak dadzieny ź dziacinstva.
— Ci vierycie vy, što Biełaruś, jakaja ciapier pieražyvaje stolki vyprabavańniaŭ, usio ž pieramoža?
— Tak. Vialikaja trahiedyja, kali my nie budziem zmahacca. Ja nie viedaju, čym heta skončycca, ale, jak kažuć, treba rabić — stolki, kolki možaš. Heta žachliva, što ludziej cisnuć, dušać. Tyja, chto ciapier pryjazdžaje siudy, novyja, časta byvajuć abyjakavyja, bo jany stracili nadzieju, što možna niečaha dabicca. Ale ja vieru, što budzie. Daj Boža.
— Čamu biełarusam pasyłajuć takija vyprabavańni?
— Kab viedali, što treba malicca Bohu. Dziakavać za toje, što majecie, i za toje, što jašče možacie mieć. Apuskać ruki — heta nie dapamoža. Treba vieryć u Boha, u Jaho moc i siłu. Ja vieru ŭ heta, bo kali b nie malitva, ja nie viedaju, ci možna było b usio heta pieražyć u maim žyćci. Pamolišsia — i lahčej stanovicca. I źjaŭlajecca nadzieja, što budzie lepš.

— A što b vy paraili maładym ludziam, maładym biełarusam? Jaki žyćciovy nakaz dali b?
— Voś maje susiedzi — u ich dźvie dački, unuki. I viedajecie što? Ich unuki havorać pa-biełarusku! U ich u chacie Kalady, Kućcia — usio jak naležyć. Kali jany mnie telefanujuć, ja čuju: «Nadzieja, jak vy tam?» — i pačynajecca razmova pa-biełarusku. Jany niedaloka žyvuć, ale daloka ad našaj carkvy, kab časta pryjazdžać. Ale jany raskazvajuć, jak zachaplajucca, jak im pryhoža, jak im važna. Ale takich, kaniečnie, niašmat. Jość i takija, što kažuć: «Nu, ja biełaruska — i na hetym kaniec». Ale jość moładź, asabliva pry carkvie ŭ Ńju-Jorku — vielmi dobraja, śviadomaja. Jany trymajuć hetyja cerkvy. My voś Kalady mieli — chor śpiavaŭ, poŭnaja carkva ludziej. Nu dyk što jašče žadać?
— Vy kali-niebudź dumali, što viernieciesia žyć u Biełaruś?
— Tak. Usio ž ziamla svaja… Ale ŭžo zaciažka, siły nie tyja. I pa-druhoje — užo bolš pražyła ŭ Amierycy, čym u Biełarusi. I pačynać nanova tam, u takim vieku, — užo nie. Dosyć naździekavalisia z nas usich. Budu pachavanaja ŭ Amierycy.
Kamientary
[Zredahavana]