Taki abrad jašče zachavaŭsia na ŭschodzie Biełarusi i ŭ naš čas.

Sustreču viasny našy prodki ličyli davoli važnaj spravaj. U hetym abradzie bačyli sakralny sens i vieryli: kab paśla sumnaj zimy abudziłasia žyćciadajnaja, sakavitaja viasna, jaje treba admysłova paklikać. Jak sustrakali viasnu ŭ hetu subotu ŭ filijale dziaržaŭnaha litaraturnaha muzieja Janki Kupały ŭ Viazyncy, pakazaŭ «Anłajnier».
Hety abrad nie mieŭ kankretnaj daty, adnak paklikać viasnu staralisia da Dabravieščańnia, choć niekatoryja hukali jaje i paźniej, užo ŭ krasaviku. Jak heta adbyvałasia? Dziaŭčaty vychodzili na pahorki, załazili na strechi, śpiavali pieśni-viaśnianki, jakija supravadžalisia praciahłym «hu-u-u».


A kab rastapić, abudzić ziamlu, vadzili karahody i tancavali.


Akramia taho, piakli bułki, što nahadvali łapki busłoŭ, a potym padkidvali ich na pościłkach.


U niekatorych miaścinach vypiečku natykali na pruciki i vychodzili ź imi na pahorki.


Papiarovyja ptušački na halinkach dreŭ — adzin z sučasnych simvałaŭ «Hukańnia viasny».

Što cikava, abrad dahetul nie stračany. Jak raskazvali ŭ Studenckim etnahafraičnym tavarystvie, viasnu dahetul mohuć hukać va Uschodniaj Biełarusi. Ale najčaściej heta robiać falkłornyja i etnahrafičnyja hurty. Adnym z takich miescaŭ užo nie pieršy hod źjaŭlajecca Viazynka.

Kamientary